Progi i bariery związane z reformą służby zdrowia

Kontakt ze służbą zdrowia to dla pacjenta ciągłe pasmo upokorzeń i niepewności. Umęczeni gonitwą za skierowaniem do okulisty, chirurga, na badanie moczu czy USG – złoszczą na wszystkich, których łatwo skojarzyć z reformą: szeregowych lekarzy i dyrektorów poradni, urzędników kas chorych, Ministerstwo zdrowia „Skargi zgłaszane kasom chorych powtarzają się w całym kraju te same: nieprzestrzeganie godzin pracy, pobieranie opłat za badania, utrudniony dostęp do specjalisty i senatorium, odmowa przyjazdu karetki. Według oceny kas ponad połowa tych zażaleń jest zasadna, ale ich przyczyna nie tkwi wcale w błędach ustawy o ubezpieczeniu zdrowotnym, tylko w złej organizacji pracy”.10

Trzeba by niezwykle żmudnego śledztwa, aby sprawdzić, czy zawiniła karygodna nieznajomość przepisów, czy jednak wadliwa organizacja nowego systemu. Bywa, że chory o szóstej rano musi się ustawić po numerek do lekarza albo w ogóle nie otrzyma pomocy. Jedna placówka odsyła do drugiej, a wszyscy tłumaczą, że to kasa chorych ma węża w kieszeni.

Przychodnie z uśmiechem witają pacjenta tylko raz, gdy przyszedł (a za nim pieniądze) się zarejestrować. Gdy zaś przychodzi po skierowanie do specjalisty, usiłuje część tych pieniędzy odebrać, a więc należy się go pozbyć. Dziś więc specjaliści często nie mają pacjentów. Aparatura do najdroższych badań też często stoi bezużyteczna. Fachowcy wraz ze sprzętem do tomografii komputerowej czy rezonansu magnetycznego są niewykorzystani. Czy naprawdę jest ich za dużo? Zarówno dotychczasowe kolejki jak i ich obecny brak są dowodem tej samej niewiedzy. Lekarz wie natomiast, że gdyby umożliwił badania wszystkim chętnym (potrzebującym), to jego placówka nie miałaby pieniędzy. Bardziej precyzyjnych kryteriów brak.

„Oczywiste wydaje się, że nie stać nas, aby każda kobieta po czterdziestce dostała „darmo” badanie mammograficzne. Ale przestaje to już być oczywiste, gdy pójdziemy dalej i policzymy nie tylko koszty leczenia raka piersi, ale także żniwo, jakie on u nas zbiera. W Polsce umieralność na raka sutka wynosi zaledwie 45%, w Szwajcarii aż 80%. Główną tego przyczyną nie jest brak pieniędzy, ale zbyt późne wykrycie choroby. Tymczasem mechanizmy reformy zdrowia nie skłaniają do takich rachunków”.11

Nadal jednak skłaniają do marnowania pieniędzy. Większość chorych mogłaby korzystać z chemioterapii labolatoryjnej, ale kasy chorych zwracają pieniądze tylko za pacjentów, którzy leżą. Takiego pacjenta, który wolałby przebywać w domu, kładzie się na oddziale, żeby zarabiał.

„Kasy chorych poradziły sobie z tą praktyką najprostszym z możliwych sposobów – w umowach ze świadczenniodawcami wyznaczyły limity przyjęć, według których płacą, a kiedy szpital przyjmie więcej pacjentów, to nie ma gwarancji na opłacenie wszystkich takich hospitalizacji bądź też, jeśli strony zapłacą to mniej. Rozwiązanie takie z jednej strony jest logiczne – płatnik zapobiega zbędnym hospitalizacjom. Problem jednak powstaje, gdy szpital nie stosuje takich praktyk i po prostu, poprawiając jakość usług jest częściej wybierany przez pacjentów. Taki szpital jest po prostu za to karany”.12

Szczególny boom liczby hospitalizowanych odczuwają szpitale kliniczne. „napór chorych”, jak określane jest to w żargonie jako przeciwieństwo niedoboru chorych, wynika z przeprowadzanej zasady wolnego wyboru szpitala. Ustawodawca przewidział ograniczanie korzystania z wysoko specjalistycznych szpitali, gdy nie ma medycznej zasadności, poprzez współpłacenie pacjenta, gdy wybiera szpital wyższego poziomu. Od początku było wiadomo, że przy obecnych systemach informacji tez zapis o współpłaceniu będzie martwy. Ale opinie ekspertów nie były uwzględniane przez twórców tej ustawy, nie tylko zresztą w tej sprawie. Pacjenci uzyskują w szpitalach klinicznych często lepsza opiekę aniżeli w innych szpitalach. Ale jednocześnie klinikom przy wysokim obłożeniu łóżek i wypełnionych korytarzach grozi paraliż i pogorszenie realizacji innych funkcji (edukacja, badania).

„Wielu innych szpitalach z okolic o wysokim nasyceniu klinikami grozi bankructwo, bo nie realizują limitów ustalonych przez kasy chorych. A nie wszystkie funkcje tych szpitali mogą przecież przyjąć szpitale kliniczne”.13


10 P. Walewski – Raport „Polityka” 2000, nr 10, s. 9.

11 J. Solska, Chory zarabia leżąc. ‘Polityka” 1999, nr 17, s. 34.

12 Z. Hupało, Za co płacić szpitalowi, „Gazeta Medyczna” nr 10, s. 22.

13 K. Tymowska, Pacjent i gra interesów. „Nowe Życie Gospodarcze”, 1999 ne 27, s. 16.